Czerwiec tuż tuż, pozwalam sobie na małą retrospekcję

Sapaniem i potem. Tak zazwyczaj kończy się wszelakie wykonywane przeze mnie włażenie pod górę, mało ważne czy pod stopami mam schody czy prostą glebę z kamulcami. Przy czy nie wiem dlaczego, ale wolę wspinaczkę z poręczami pod ręką. W górach poręczy nie ma… Gdybym tylko jeszcze nie lubił podróżować, oglądać i zwiedzać, ale lubię i to bardzo. To przeważyło i tym razem Tatry mogły mnie sobie obejrzeć, sapiącego i spoconego, mimo to przeważnie uśmiechniętego.

Lało cały czas, no, prawie cały, były przerwy w laniu, w czasie tych przerw sypał grad.
Ot taki podobno zwyczajny obraz polskich Tatr w czerwcu, a właściwie pod jego koniec. 12°C i ja w krótkim rękawku, a jak, nie poddawałem się, wszak czerwiec to czerwiec prawda? Prawdę mówiąc spodobały mi się polskie Tatry, natura ma to do siebie, że urzeka, przynajmniej tak jest w moim przypadku, urzeka mnie i już.

Warto było być, warto było wleźć i tylko lęk przed schodzeniem dawał mi się bardzo we znaki. Podobno to się nazywa lęk przestrzeni, nie wysokości, bo ta mi zupełnie nie przeszkadzała. Na szczęście mój lęk przestrzeni okazał się być dużo słabszy niż lęk przed nadmiernym wydawaniem kasy i obyło się bez wzywania helikoptera. Jakimś cudem zewsząd gdzie wlazłem to i zlazłem o własnych siłach. Właściwie to było raźniej, bo było nas dwoje, dwóch równolatków, Flexaret VI Automat i ja.

Jak się już bardzo bałem, to chwytałem czecha z Meopty w dłonie i zajmowałem się tym co mnie od zawsze uspokaja, migawką, naświetleniem, przysłoną… pstryk i można było piąć się, złazić, dalej, bez drastycznie przypadkowego swobodnego spadania z krzykiem na ustach, obeszło się bez tego. Flexaret VI Automat, to stary bo produkowany w latach 1961-67 czeski aparat TLR (Twin Lens Reflex Camera), czyli lustrzanka dwuobiektywowa. Bardzo przyjemne średnioformatowe narzędzie, aparat miał być dla mnie tanim wejściem w świat średnioformatowej fotografii i swoją rolę spełnił. Niestety, albo i stety Flexaret mnie skaleczył, kultura pracy lustrzanką TLR tak mi się spodobała, że prawdopodobnie (nigdy nie mów nigdy) ten świat na TLR’ach się dla mnie skończy. No po prostu zakochałem się w obiektywach razy-dwa i spoglądaniu na fotografowany obraz z góry
No i ten rozmiar matrycy.., tak, tak, matryca (klisza) 6×6 to w prostym przeliczeniu ponad 100Megapixeli, a jak pięknie obraz buduje ziarno. Toż to magia w najczystszej postaci. Fotografia średnioformatowa przenosi w inny świat, świat, który z pełnym przekonaniem to mówię, powinien poznać każdy, kto fotografię lubi i chce się nią zajmować. Nie piszę, że musi i to konicznie, ale warto poznać, warto.

Tak sobie pozwoliłem wspomnieć 
Fleksarety jeszcze mam, używam nadal, ale w tym roku góry raczej ominę, lub one mnie ominą. Niemniej coś mnie naszło na wspominki, może to aura?